Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty
Jako rozwijający się coach poważnie podchodzę do tematu procesu, spotkań z klientem oraz tematów związanych z rozwojem osobistym. Poważnie, aczkolwiek czasem z sceptycznym przymrużeniem oka. Dokładniej rzecz ujmując: chłonę wszystko, co zostaje mi ofiarowane na studiach oraz warsztatach ale nie stosuję każdej, przedstawionej informacji jako jedyną prawdę. To nie oznacza, że nie korzystam z wiedzy uzyskanej od osób doświadczonych. Nabyte informacje konfrontuje z moimi obserwacjami, sięgam również po intuicje i wyczucie tak, by elastycznie podejść do każdej osoby. To pozwala mi na uzyskanie trzeźwych wniosków, którymi pragnę się z Wami podzielić. 

Zauważyłam, że każdy coach ma swój sposób na prowadzenie sesji i podejście do klienta. Taka metoda kształtuje się pod wpływem doświadczenia i nabytych umiejętności. Zaznaczę, że tym momencie piszę o osobach, które mogłabym nazwać profesjonalistami. Ich wiedza jest nie tylko udokumentowana ale również podparta wieloletnią praktyką. Jestem świadoma dużej liczby osób, które poprzez hasło „coaching” rozumieją tylko chęć szybkiego zarobku, krzywdząc przy tym ludzi i budując złą opinię. Dlatego zapobiegawczo wyjaśnię:
Kochani, nazwa „coach” zamieszczona na stronie internetowej nie może być tylko przyklejoną etykietką, która pod wpływem swej nowości i indywidualnego podejścia do sprawy stała się tak popularna, że wciska się ją niemal wszędzie :) to trudny zawód, który wymaga zaangażowania, umiejętności samodyscypliny oraz wiedzy z zakresu m.in. psychologii, zarządzania oraz skutecznej komunikacji z ludźmi. To taka krótka wzmianka, przed wejściem w główny temat tego wpisu. 

Jak się zachowuje coach?

Powoli zbliżam się do tematu, który chciałam opisać. Jest ciekawe zjawisko, które zaczęło się rozrastać wśród studentów i fascynatów coachingu. Moim przemyśleniom przysłużyła się dość trudna, aczkolwiek pełna interesujących wniosków rozmowa ze znajomym. Zainicjował ją poniekąd mój złośliwy charakterek ;) do czego nie wstydzę się przyznać. Towarzyszem w rozmowie był student, podobnie jak ja, raczkujący coach, można powiedzieć, że rówieśnik w tym temacie.
Osoba ta w trakcie dyskusji, w sumie nie związanej z tematem coachingu, wypaliła w pewnym momencie takim oto zdaniem:

"Nie powinnaś tak mówić, tak nie zachowuje się coach"

Przyznam, że zdębiałam. Zastanowiłam się w jaką rolę wsunął mnie w tym momencie towarzysz rozmowy. Jako znajoma, dyskutowałam z nim o zupełnie innej sprawie. Nie prowadziłam procesu coachingowego, nie czułam się również w roli coacha w tej rozmowie. Prowadziłam zwykła konwersację, nie skupiając się nad obiektywną, pozbawioną ingerencji postawą, jaką powinien reprezentować coach w kontakcie z klientem. Raczej otwarcie wyrażałam swoje zdanie, a mój ton głosu odzwierciedlał emocje w stosunku do poruszanego tematu. Oczywiście tą kwestię memu rozmówcy wyjaśniłam.

I tu nasunęło się pytanie:

Czy coachem się stajesz wchodząc w rolę coacha? Czy całe swoje życie, również prywatne jesteś coachem?

Intuicja przerwała swą drzemkę i spojrzała sceptycznie na przemyślenia, które pojawiły się w mojej głowie. Nie. Oczywiście że nie. Coach to zawód. Profesja, którą pełnisz w określonym czasie, na odpowiednich zasadach, koncentrując się na standardach, jakie powinieneś reprezentować w kontakcie z klientem. Między innymi ważnym elementem takiego spotkania jest kontrakt, który zostaje nawiązany na samym początku, zazwyczaj na pierwszym spotkaniu z klientem. Jako coach budujesz zaufanie, jesteś obiektywny, nie sugerujesz odpowiedzi, zachęcasz i stymulujesz do przemyśleń, konkretnych wniosków, które mają się przyczynić do osiągnięcia celu, który wyznaczył Twój klient. 



Wychodząc z biura stajesz się…sobą, jakkolwiek to brzmi :) Po prostu. I choć aktywnie rozwijasz swoje umiejętności, pracujesz nad swoimi wadami oraz sferami osobowości, które utrudniają ci komunikacje z innymi nadal jesteś sobą – nie coachem. Dlatego od razu uspokajam osoby, które obawiają się, ze ich znajomi lub partnerzy próbują ich coachować: tego NIE MOŻNA robić wbrew czyjejś woli. To już jest manipulacja. Coaching jest dobrowolny i korzystanie z niego w ten sposób jest NIEETYCZNE. 

Okiem doświadczonego coacha

Mam duże zaufanie do mojej intuicji, nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek się na niej zawiodła, jednak swoje przemyślenia i działania opieram również na zdrowym rozsądku, a on szepnął mi by zasięgnąć informacji u osób doświadczonych, które mogę potraktować jako autorytet. Spytałam znanych mi coachów oraz osoby praktykujące na tyle intensywnie, by rozpoznać czy zmierzyły się z tym problemem.

Okazuje się, że tendencja studentów i fascynatów coachingu do przeciągania granicy pomiędzy normalną rozmową a coachingiem jest bardzo powszechna. Zazwyczaj dopada to osoby, które dopiero zaczynają swą przygodę z tym fascynującym zawodem. Wchodzimy w jedną z ról społecznych, to naturalne, jednak jeśli przyjęta rola zaczyna dominować w naszym codziennym życiu, wypychając z niego inne takie jak bycie matką, córką, studentem czy uczestnikiem imprezy coś zaczyna być nie tak…

Podczas poznawania coachingu uczę się pracy z intuicją, balansu oraz rozwagi. Uważnego obserwowania tego, co się dzieje w moim wnętrzu oraz wokół mnie. Myślę, że działam bardziej świadomie i cieszę się, że ta rozmowa pozwoliła mi uzyskać takie wnioski. Dzięki temu wiem, że nie wpadnę w pułapkę wpychającej się w życie osobiste roli coacha :)
Rozmowa, rozmową, otwartość, otwartością, ale czy cały czas musimy się spinać i kierować wszystkimi tymi zasadami, na których opiera się coaching? Wszak ocena postawy towarzyszącej nam w rozmowie osoby, czy tez sytuacji jest nieodłącznym elementem niemalże każdej konwersacji.



Teraz pytanie do Ciebie: 
Czy zdarzyło Ci się wpaść w rolę, której nie byłeś świadomy, która utrudniła Ci komunikację z innymi osobami? Myślę, że temat jest wart poruszenia :)


Zapraszam do polubienia Metamorfozy Myśli na Facebook'u.
Informuję tam na bieżąco o nowych wpisach oraz dzielę się swoimi przemyśleniami :)
Często mam okazję rozmawiać z osobami, które narzekają na swoje otoczenie, rzeczywistość w której żyją. Szczególnie teraz, w czasie ostrych podziałów, wynikających z rozgrywających się w świecie migracji, które mają wpływ na rozwój wielu krajów. 

pixabay.com

Z niepokojem obserwuje gniew i agresję, wynikającą z niepokoju, strachu, niewiedzy często błędnego odbioru informacji. Z drugiej strony widzę głęboką chęć niesienia pomocy, która czasem nie pokrywa się z rozsądkiem i środkami na jaki stać dany kraj. Przyznam, że sama obserwuję z nieukrywanym smutkiem zaistniałe sytuacje z obu powyższych przyczyn - popadania w skrajności w skrajność.

Czwarta władza i poglądy społeczne

Wiedza, jaką wyciągnęłam z zakresu dziennikarstwa i reklamy nauczyła mnie, że informacje płynące z mediów należy przede wszystkim przesiewać. Moje doświadczenie i intuicja podpowiada (zapewne was nie zaskoczę), że media nie są obiektywne. Starają się jedynie dostosować przekaz na tyle, by nie zniekształcać zaobserwowanych faktów – co nie zawsze im wychodzi. Zatem szukać, czytać, porównywać – nie brać niczego bez głębszej refleksji.

W kwestii social media:
Ruch komunikacyjny w Internecie przebiega z nadzwyczajną szybkością. Chwytamy coś, co poniekąd pokrywa się z naszymi wewnętrznymi obawami, przekazujemy dalej. Ktoś przechwyci od nas i bez refleksji przerzuci dalej w odmęty internetowej czeluści. W ten niepozorny sposób rozsiewamy fałszywe, czasami absurdalnie śmieszne (tak do bólu) informacje. I to nie tyczy się wyłącznie imigrantów i uchodźców ale wielu innych spraw z jakimi zdążyłam się spotkać. Już nie wspomnę o inteligentnym algorytmie Google, który z czasem wrzucania konkretnych haseł, jakie Cię interesują, będzie podawał Ci na tacy wszystko to, co może potwierdzić Twoje myśli i obawy. 

Pisał o tym Paweł Tkaczyk w swojej notce: „Czego nie dowiesz się z Google i Facebooka” – bardzo polecam poświęcenie chwili na przeczytanie tego wpisu, daje do myślenia. 

Medialna pomoc czy pożywka pod publikę

Czasami łapałam się w medialną sieć zmodyfikowanych informacji, takich, które mają wpłynąć na emocje, postawy a następnie czyny. Nie jesteście sami ;) Pamiętajcie jednak, że media żywią się sensacją. Sięgają tam, gdzie jest głośno i budują swój przekaz na tyle atrakcyjnie by zwiększyć swoją oglądalność. Czasem dziennikarze działają szybko i bez zastanowienia, byle przechwycić gorące nowinki. 
Do dziś wspominam opowiedzianą na wykładzie historię dziennikarza, który uzyskując błyskawiczną informację o śmierci pewnej osoby wyruszył do domu jej rodziny, by zadać kilka pytań. Okazało się, że z jego ust rodzina dowiedziała się o tragedii, wcześniej żyli nieświadomie... 

Pozytywnie:
Wbrew pozorom działania mediów nie mają jedynie negatywnych skutków w postrzeganiu i rozstrzyganiu wielu spraw, jakie rozgrywają się w społeczeństwie. Od wielu lat obserwuje świetnie zaaranżowane interwencje, działania na rzecz ludzi i zwierząt. Programy, dzięki którym wiele osób uzyskało wsparcie w danym problemie. Tematy, które zostały poruszone i nagłośnione, a dotychczas rozgrywały się w ukryciu. Dziennikarstwo śledcze doprowadziło do rozwiązaniu wielu spraw, których często przedstawiciele prawa nie tknęliby paluszkiem. 

Co mogę zrobić?

To jest moja propozycja i sposób :) możesz wziąć ją pod uwagę w dalszych działaniach:
Przede wszystkim dokładnie orientuj się w sytuacji, zanim wydasz ostry wyrok w danym temacie. Staraj się, by niepokój lub strach, który odczuwasz nie wpływał na ton Twoich wypowiedzi. Nie akceptuje wulgarnych, agresywnych głosów w sprawie i często pokazuje mój sprzeciw, jednak oficjalne, prymitywne i wulgarne wypowiedzi w sieci nie zmienią się pod wpływem kolejnej, burzliwej wymiany poglądów. 

Chciałabym zaznaczyć, że internet jest niezwykle trudnym narzędziem komunikacyjnym. W przekazie trudno ująć emocje, ton głosu, spojrzenie, ruch. To nie wszystko: ludzie znajdujący się po drugiej stronie monitora prawdopodobnie przeprowadziliby rozmowę w całkiem inny sposób, stojąc tuż obok Ciebie. Odległość i Internet daje im większą siebie, taka arogancja często skutkuje bezmyślnym nieprzebieraniem w słowach.

Ja i moje otoczenie

Mamy wpływ na otoczenie, jeśli zaczynamy się zmieniać w swoim wnętrzu. Rozwijając umiejętności komunikacyjne, rozszerzamy przed sobą perspektywę poznania wielu osób z danej dziedziny. Poszerzając swoją wiedzę odnośnie danego tematu, możemy nie tylko realizować się w nowych kierunkach, ale również zrozumieć perspektywę innych ludzi. Osoby z jakimi mamy do czynienia, mogą zostać zainspirowane do działania i zmieniania swoich potrzeb.

Proponuję by zmiany rozpoczynać w swoim wnętrzu, zmianę postrzegania pewnych spraw i ludzi. Otwartość i zrozumienie pozwala nam na szerzenie horyzontów i lepszy wpływ na ludzi, który nie do końca muszą się z nami zgadzać.
W ten sposób stymulujemy do rozwoju nie tylko siebie ale również innych. 


P.S. Oficjalnie nie stoję po żadnej ze stron konfliktu. Obserwuje, analizuje, zapoznaje się z tematem. Wysłuchuje obu stron, poznając ich perspektywę. Mam nadzieję, że odrobina szacunku, akceptacji oraz zrozumienia pozwoli na wypracowanie odpowiednich rozwiązań na przyszłość.
Okres letni z uwagi na urlop klientów oraz współpracowników jest czasem spokoju i lekkiej beztroski w naszej firmie, jednak nie da się ukryć, że jest to również okres przygotowań w wejście nowy etap rozwoju. Zmiana strony, wzbogacenie oferty, stałe podnoszenie kwalifikacji, doszkalanie się i szlifowanie umiejętności. Wszystko to, aby sprostać wymaganiom naszych klientów, by wesprzeć ich w osiąganiu sukcesów nie tylko na tle firmowym ale również indywidualnym.
Nowy wpis dotyczy tematu wakacji. Gdzie byłam, co zobaczyłam i przede wszystkim co osiągnęłam podczas moich podróży :) zapraszam!


Końcówkę lipca oraz niemal cały sierpień spędziłam na wyjazdach. Przekroczyłam granicę kraju, wyruszając do pochmurnej aczkolwiek przyjaźnie nastawionej Anglii. Tam poznałam fantastycznych ludzi z niemal całego świata. Przyznam, że spotkanie z przedstawicielami tak różnych kultur było niezwykle inspirujące. Tematykę wydarzenia pozostawię tajemnicą i słodkim wspomnieniem, jednak to co osiągnęłam, poprzez uczestniczenie w tym przedsięwzięciu jest wyjątkowo cenną wartością. Przede wszystkim podbudowałam moją pewność siebie, poszerzyłam kontakty oraz umocniłam język. Dlatego jeśli macie taką możliwość wybierzcie się do Anglii, bardzo polecam :)

Z uśmiechem do ludzi

Mimo medialnej nagonki nie doświadczyłam ze strony Anglików negatywnego podejścia, wręcz przeciwnie: szczerą otwartość i uprzejmy uśmiech, który w tym kraju jest czymś naturalnym. Ludzie uśmiechają się do siebie, zagadują nawet obce osoby, które mijają na ulicach. To doświadczenie nacechowało mnie entuzjazmem i pozytywnym nastawieniem w stosunku do otaczającej mnie rzeczywistości – uśmiechaj się częściej aż w końcu ludzie zaczną odwzajemniać ten uśmiech. 
Polska niestety musi się z tym tematem oswoić :) Ponieważ na taki beztroski uśmiech nasi rodacy często patrzą z nieukrywaną podejrzliwością: „Ach, uśmiecha się, dlaczego? Zapewne czegoś chce…”. Nie zrażajcie się takimi sytuacjami, bowiem jeśli będziemy umacniać pozytywne podejście, to z czasem ludzie w naszym otoczeniu zaczną traktować to jako coś naturalnego.

Wspomnienie z Puszczy Białowieskiej

Z Anglii wróciłam do Polski, gdzie wyruszyłam w głąb dzikiej, pradawnej Puszczy Białowieskiej. Niesamowite miejsce, pozwalające na relaks z dała od miejskiego zgiełku. W Białowieży rzadko spotykaliśmy na szlaku innych turystów. Częściej małe zwierzęta, ptaki oraz interesujące owady. Przyznam, że taka atmosfera była niezwykle oczyszczająca i wypełniająca energią do działania. Cisza i spacer wśród leśnej głuszy pozwala na zmierzenie się z tym, co nas gnębiło, pozbywaniu się tłumionych dotychczas emocji, głębokiej refleksji nad tym, co jest teraz oraz nad tym co nas czeka. Puszcza jest dla mnie środowiskiem, w którym mogę rozmyślać swobodnie, bez pośpiechu. Mogłam również oczyścić swój umysł, przechodząc w stan „tu i teraz” oraz świadomej uważności.

Opuszczonym szlakiem "Żebra Żubra"

Zwiedziliśmy spory kawałek puszczy, jednak ciągle nie mam jej dość. Odwiedziliśmy między innymi Miejsce Mocy, kultu pradawnych, słowiańskich przodków oraz jedne z najstarszych drzew w Polsce - Dęby Królewskie, które swym ogromem i wiekowością budzą we mnie głęboki szacunek. 

Wspaniały dąb w okolicy Dworku Gubernatora w parku pałacowym w Białowieży

Obrazy, lalki, kości i konary - Muzeum Tamary

W mojej głowie utkwiło również magiczne i tajemnicze miejsce, które znajdowało się tuż za płotem wynajmowanej przez nas posiadłości – Muzeum Tamary Tarasiewicz. Postanowiłam tam wstąpić, podczas samotnego spaceru po centralnej części Białowieży. Do muzeum można dostać się od godziny 12:00-17:00, wykonując wcześniej telefon do opiekuna przybytku (serdecznie pozdrawiam!:). Z zewnątrz miejsce to prezentuje się niepozorne aczkolwiek interesująco: zza starych, pokrytych kurzem szyb można dostrzec poukładane konary, rzeźby, stół z poukładanymi dokumentami, brązowe drzwi strzegą wejścia do środka. 

Miałam szczęście trafić na bardzo sympatycznego oprowadzającego, przyjął mnie z otwartymi rękoma i swym artystycznym, wręcz aktorskim podejściem oprowadził po całym muzeum, które składało się z 4 pomieszczeń, których ściany były wypełnione obrazami pani Tamary. Jednak to nie wszystko! Z zachwytem i podziwem przyglądałam się ilości rzeźb oraz lalek, kolekcjonowanych przez artystkę i jej córkę. Lalki pochodziły z wielu krajów o szerokim okresie historycznym, niektóre nawet z czasów wiktoriańskich lub czasów niewolnictwa w Ameryce. Począwszy od niezwykle pięknych, porcelanowych, ubranych w szaty figurek, aż po upiorne, stare i idealnie wpasowujące się w klimat starych horrorów.

"Lalka nie ma serca, czy to prawdą jest?" Według mnie nie :)

Zwiedzanie nie skończyło się na samych lalkach. Tamara, jej córka oraz oprowadzający mnie dżentelmen kolekcjonują również leśne skarby, które udało się im znaleźć w Puszczy Białowieskiej oraz w innych dzikich ostępach. Nie jedną osobę mógłby przerazić stos konarów, kości, czaszek lub starych, zniszczonych maszyn, które znaleziono na bagnach, jednak ja oglądałam to z nieukrywanym zachwytem. W dzieciństwie często marzyłam by odkryć jakiś skarb a te, znalezione w głębi puszczy wydawały mi się najbardziej wartościowe. 

Muzeum było miejsce posiadało niesamowity, tajemniczy klimat, który ciężko uchwycić na zdjęciach, dlatego jeśli będziecie kiedykolwiek w Białowieży, koniecznie odwiedźcie ten budynek oraz dzikie rejony puszczy.


Zapraszam do polubienia Metamorfozy Myśli na Facebook'u.
Informuję tam na bieżąco o nowych wpisach oraz dzielę się swoimi przemyśleniami :)
Temat medytacji ostatnio stał się niezwykle popularny, jako element rozwoju osobistego. Wielu coachów, trenerów, joginów a nawet terapeutów poleca ją, jako skuteczny sposób na oderwanie swoich myśli od codziennego przesycenia informacyjnego. Harmonijny przepływ myśli, ma również na celu osiągnięcie wyższego stanu samoświadomości. 

Medytacji często dopina się rogi (podobnie jak wizualizacji), przyrównując ją do tajemniczych i niebezpiecznych praktyk magicznych – według mnie nic bardziej mylnego. Medytacja to nie czary, to praca, zapoznawanie się i oswajanie swoich myśli. To chęć osiągnięcia spokoju, akceptacji ,zarówno siebie jak i otoczenia, w jaki znajdujemy się w danym momencie.

Praktykuję medytacje od wielu lat i od razu powiem, że nie zawsze wiąże się ona tylko i wyłącznie z osiąganiem tak zwanego „czystego”, pustego umysłu. Medytacja pochodzi od łacińskiego słowa meditatio – co oznacza zagłębianie się w myśli, rozmyślanie, rozważanie. Często kontempluję, medytuję nad jakąś sprawą. Dumam swobodnie i płynę z tym nurtem, zapoznając się przy tym z moim wnętrzem i odczuciami. Medytacja równie często kojarzy się ludziom z nieskazitelną, pozycją lotosu w jodze, z siedzącymi mnichami, wyprostowaną postawą, przymkniętymi oczami i błogim spokojem na twarzy.

Źródło: Flickr

Przychylam się do stwierdzenia, że wyprostowana postawa w medytacji ma duże znacznie (jednak bez przesady), jest to naturalna pozycja, która powoduje, że zaczynamy się odprężać, relaksować i swobodnie oddychać. Spokojny oddech ma tu duże znaczenie, gdyż dzięki niemu, nasze ciało rozluźnia się. Podczas medytacji oddychamy wciągając powietrze w płuca, tak by unosiła się nasza klatka piersiowa. I tak trwamy…trwamy…nie ruszamy się…trwamy…medytujemy w kamiennym, posągowym bezruchu. 
Czy to Ci przychodzi na myśl? :)

Medytacja w ruchu i bezruchu


I tu Cię zaskoczę, gdyż ostatnio miałam okazję uczestniczyć w medytacji aktywnej – która była niezwykle oczyszczająca. I choć nie polecam jej osobom początkującym – ruch połączony z pracą z oddechem, może być dla niektórych wycieńczający - to na pewno zachęcam do swobodnego poruszania się, byciu samym ze sobą w danej chwili, odczuwaniu swojego ciała, zapoznawania się z nim. 

W trakcie medytacji aktywnej, poprzez ruch opuszcza nas napięcie, osiągamy lepszą witalność i kreatywność, poczucie swobody ciała i akceptacji. To również oddziałuje na nasz umysł. Dlatego bardzo polecam – oczywiście pod okiem doświadczonej osoby, która zadba o komfort i bezpieczeństwo uczestników.

Źródło: Flickr, Teo_ladodicivideo, 

Z moich początkowych doświadczeń z jogą, której również częścią jest ruch zauważyłam że również mogę osiągnąć stan medytacyjny w tym wyżej wspomniany czysty umysł.
Jedyną, dość problematyczną (aczkolwiek wygodną i przyjemną) pozycją medytacyjną jest leżenie na plecach. Człowiek w tej pozycji relaksuje się aż zanadto i często automatycznie zasypia, co czasem skutkowało głośnym chrapnięciem i rozbawieniem innych uczestników medytacji. :)

Kiedy i jak medytować?

Z powyższych informacji, można wywnioskować, że medytacja sama w sobie nie ma czysto określonej definicji i techniki. Każdy osiąga ją na swój sposób – według mnie, na pewno jest to stan, w którym odczuwamy komfort i spokój. Nie czujemy wysiłku, nie przymuszamy się do czegokolwiek. Jesteśmy w zgodzie ze samym sobą i gdy już skończymy medytować, czujemy się spełnieni, zrelaksowani i wypoczęci, co dobrze nam służy w przygotowaniach do codziennych obowiązków. Medytując często kieruję się intuicją, dlatego nie uznaje żadnej z technik za stałą, do której cały czas sumiennie się stosuje (chociaż ma swoje ulubione).

Piszę na temat tej praktyki nieco w luźnym podejściu, jednak osiągnięcie stanu medytacji nie jest takie łatwe. Przede wszystkim warto przystępować do niej stopniowo, poświęcając na nią na początku od 5-10 minut dziennie a potem w zależności od potrzeby i wolnego czasu. 

Często podczas medytacji z zewnątrz dociera do nas szereg bodźców, wewnątrz jesteśmy niemalże chaosem pełnym informacji i myśli. Dlatego najlepiej wybrać ciche miejsce, gdzie nikt nie będzie odtrącał naszej uwagi. Jeśli otacza nas dużo dźwięków, polecam na skupieniu się na jednym, miarowym odgłosie. Może to być tykanie zegara lub płynna muzyka. W oderwaniu się od myśli mogą również pomóc nam buddyjskie male lub różaniec. Zdziwieni? Nie od dziś wiadomo, że stan medytacyjny wprowadzają się również osoby, które modlą się w kościołach lub innych świątyniach . Jest to tak zwana mantra modlitewna – czyli powtarzanie tej samej sekwencji słów. Nie zapominajmy, że medytacja jest stałym i niezmiennym elementem praktyki religijnej, który przesiąknął do codziennego życia. 
W odniesieniu do modlitw - osobiście preferuje medytacje w ciszy :)

Medytujecie czasem? 
Nawet poświęcenie 10 minut dziennie na medytacje może przynieść pozytywny rezultat i spokój ducha :)  Warto spróbować i podzielić się swoimi przemyśleniami pod tym tematem lub w wiadomości mailowej: 
megan.wiecek@gmail.com
Kiedyś wspomniała mi o tym mama. Stojąc przed lustrem mówiła do swojego odbicia „piękna jesteś” i z uśmiechem szła do pracy, wracała do domu, opiekowała się dziećmi – wprawiało mnie to w wielki podziw. Rzeczywiście była i nadal jest piękna, mimo upływających lat i ciężkiego doświadczenia na karku. Bez względu na to, jaki ma nastrój. Brzmi czarownie, jednak cała ta niepozorna magia jest na wyciągnięcie ręki, kryje się w naszym umyśle. W postępowaniu, na jakie rzutuje nasze nastawienie.

www.stocksy.com

Przypomniałam sobie o tych słowach dopiero kilkanaście lat później, gdy zwróciłam uwagę na to, jak się wypowiadam. Jakich słów używam do określania siebie? I gdy spojrzałam wnikliwie na/w siebie, moją uwagę przykuł otaczający mnie świat a w tym inni ludzie.

Pierwsze kroki do pozytywnego myślenia

Sposób w jaki opisywałam otaczającą mnie rzeczywistość wpływał na jej postrzeganie. Słowa, jakich używałam w wypowiedziach się o sobie, wpływały na to, jak siebie widzę. Z tego powodu podjęłam czarowną próbę i spoglądając w lustro, powtarzałam sobie każdego dnia:

„Uda mi się”

I rzeczywiście - moje nastawienie zaczynało się zmieniać. Nie było łatwo. Początkowo te słowa wydawały mi się śmieszne i irracjonalne, ponieważ byłam w dość trudnym momencie mojego życia, gdzie problemy sypały się niczym kamienie na głowę.

Wyniki spoglądania w lustro i powtarzania sekwencji prostych z pozoru słów pojawiły się dopiero po pewnym czasie. Podświadomie zaczęłam poszukiwać większych wyzwań, starałam się zauważyć pozytywne sytuacje, jakie spotkały mnie w ciągu dnia. Skupiałam się na wyciąganiu przydatnych wniosków z porażek, które pozwolą na osiągnięcie wytyczonych planów. Zaczynałam doceniać siebie, swoje osiągnięcia, nawet te drobne. Czasem następowały potknięcia, pochmurne dni, gdy człowiekowi nic się nie chciało ale wtedy w myślach pojawiały się słowa „uda mi się” i przypływ pozytywnych uczuć – to napędzało do działania.

Słowa kreują otaczającą nas rzeczywistość

Nie wiem czy jesteś tego świadom, ale słowa odgrywają szczególną rolę w naszej komunikacji. To jak formułujemy swoją wypowiedź wpływa zarówno na nas jak i na naszego rozmówcę. Jeśli zdajemy sobie sprawę z możliwości, jakie daje nam nasz język mamy szansę osiągnąć znacznie więcej. Dobierając odpowiednie słowa wpływamy nie tylko na jakość przeprowadzanej konwersacji z naszym rozmówcą ale również wchodzimy na wyższy poziom zrozumienia i empatii. Warto mieć tą świadomość i wiedzieć że słowa, które są narzędziem potężnym i przydatnym, mogą być również wykorzystywane do negatywnych czynów, takich jak elementy manipulacji.

Ta notka ujmuje temat w sposób pozytywny, dzięki któremu wpływamy świadomie na sposób postrzegania siebie i naszego otoczenia. Nie będziemy wpływać na innych ludzi wbrew ich woli – możemy zamiast tego inspirować ich do działania :)


Ćwiczenie ze słowami

Nasz język buduje również nastawienie wobec siebie, tego czym się zajmujemy, co chcemy w życiu osiągnąć. Dlatego chciałabym zaproponować Ci dwa małe ćwiczenia, które pozwolą Ci zmienić swoje nastawienie do otaczającej Cię rzeczywistości:

Ćwiczenie I:
Jeśli chcesz zmienić coś w sobie lub w swoim życiu, przewartościuj to na pozytywne sformułowanie i wypowiadaj je każdego dnia, patrząc w lustro.
Uśmiechnij się przy tym :) Wiem, że początkowo będziesz czuł się sztywno i nieswojo, jednak z czasem, stanie się to tak naturalne jak Twój oddech. Wypowiadane słowa wpłyną na Twoje myśli, nastawienie i działanie. Samodzielnie przejdziesz metamorfozę, zgodnie ze swoimi potrzebami i marzeniami.

Ćwiczenie II:
Napisz na kartce od 10-30 pozytywnych słów, umiejętności, cech, które określają Ciebie. Zaczynając od słowa „Jestem…”. Im więcej, tym lepiej! Gdy skończysz spisywać słowa, przeczytaj je na głos. Zapoznaj się z uczuciami, które towarzyszą Ci przy tej czynności. Schowaj tą kartkę i w momencie gdy poczujesz się źle, weź ją ponownie do dłoni i przeczytaj na głos. Z czasem możesz dopisywać nowe słowa, poznając lepiej siebie i rozwijając swoje umiejętności :)



Podziel się ze mną swoimi wnioskami, jestem ciekawa, czy ktoś dojdzie do podobnych przemyśleń do jakich zainspirowała mnie moja mama.


Jeśli chcesz zyskiwać dawkę inspiracji oraz informacje 
o nowych notkach polub fanpage Metamorfozy Myśli. 

Pracuję w firmie doradczo-szkoleniowej, gdzie kultura organizacyjna jest na wysokim poziomie. W Akademii Rozwoju Kompetencji nawiązujemy relacje, których punktem wyjścia jest zaufanie, zrozumienie, empatia oraz możliwości swobodnego rozwoju. Jestem dumna z firmy w której pracuję, przede wszystkim dlatego, że przyświeca nam misja szerzenia idei zarządzania bez przymusu, poprzez motywacje i zaangażowanie ludzi - ale nie o tym dzisiaj.

Każdy, kto zajrzał na zakładkę „kim jestem” wie, że słynę z zamiłowania do zwierząt i natury. W codziennych czynnościach, a także w trakcie edukacji dawałam ujście kreatywnym inicjatywom na rzecz zwierząt, walki o ich prawa, rozwijaniu świadomości i empatii innych ludzi. Metamorfoza Myśli jest inspirowana efektem zmian, jakie zachodzą w naturze, a jakie mogą mieć odzwierciedlenie w rozwoju osobistym ludzi. Od zwierząt możemy nauczyć się więcej, niż moglibyśmy przypuszczać – wielu z nas o tym zapomina. W komercyjnym świecie zwierzę staje się rzeczą, zabawką, zachcianką, elementem produkcji masowej. 

Dziś, chcę podzielić się z wami wspaniałą wiadomością. Widząc informacje na temat projektu szkolenia, do jakiego miałam przygotować ofertę na stronie Akademii Rozwoju Kompetencji uśmiechnęłam się z niedowierzaniem.
Horse Assisted Education to innowacyjne szkolenia, mające na celu rozwój kompetencji menadżerów, szeroko pojętego przywództwa oraz zainicjowana współpracy w zespole. 

I zgadnijcie kto, pełni kluczową rolę w tym szkoleniu? :)




Konie szkolą ludzi

Otóż to! Czytając informacje na ten temat nie mogłam ukryć radości. Początkowo nie dowierzałam, doszukiwałam się jakiś trików marketingowych, zagrań reklamowych…ale nie. To prawda. Szkolenia umiejętności lidera przeprowadzane są w towarzystwie koni lub konia, który jest przygotowany do pracy z człowiekiem. Uczysz się współpracy, zrozumienia i empatii - nie z siodła ale stojąc obok, na tej samej płaszczyźnie zrozumienia. 

Konie są zwierzętami o wysoko rozwiniętym instynkcie stadnym. W kontakcie z człowiekiem w nadzwyczajny sposób odczytują nasze emocje – w tym zadowolenie, zdenerwowanie, złość i strach. Zwracają uwagę nie tylko na ton głosu uczestnika szkolenia ale również inne elementy mowy niewerbalnej, takie jak postawa i sposób poruszania się. 

Podczas szkolenia praca z końmi pozwala na refleksje nad swoimi zachowaniami i uczuciami oraz tym, czym kierujemy się podczas pracy z zespołem w firmie. Nasze uczucia przekładają się na nasze czyny – będąc zdenerwowanym podnosimy głos, rzucamy papierami, trzaskami drzwiami. I choć współpracownicy często ukrywają, że nie tolerują naszego zachowania to w trakcie pracy odzwierciedla się ich podświadoma niechęć do swoich obowiązków.

Rozwój umiejętności lidera dzięki metodzie Horse Assisted Education

W trakcie warsztatów to konie uczą nas otwartości, spokoju i odpowiedzialności. Mamy szansę na uzyskanie wartościowej informacji zwrotnej, na temat uczuć, jakimi się kierujemy w komunikacji interpersonalnej. Poprzez kontakt z koniem zrozumiesz, jaki wpływ na funkcjonowanie zespołu ma złość, irytacja lub brak cierpliwości. Wykonywane ćwiczenia poszerzają horyzonty, ujawniają nowe perspektywy, które dają szansę spojrzenia z lotu ptaka na dotychczasowe, jak i przyszłe działania w firmie. 
„Postawa naturalnego przywództwa jest wartością, która może zwiększyć zrozumienie i zaangażowanie całego zespołu. „
Postawa naturalnego przywództwa metodzie Horse Assisted Education jest skoncentrowana na umocnieniu pracy zespołowej w obszarach komunikacji, integracji, spójności i efektu synergii. Praca z końmi pobudza również kreatywność i wyobraźnie w interpretowaniu zaistniałych podczas warsztatu sytuacji. (zobacz case study)


Koń trenerem dla firm

W tego typu szkoleniu koń pełni funkcje wartościowego mentora, istoty od której możemy czerpać wiele inspiracji w zarządzaniu firmą. Zwierzę to przestaje być tylko wierzchowcem i atrakcją pokazów hodowlanych. Szkolenia tego typu cieszą się dużym uznaniem za granicą, już od kilku lat dostępne są w naszym kraju, rekomendowane przez rzesze specjalistów.

Dla mnie jest to bardzo ważna inicjatywa, która może zapoczątkować szereg zmian nie tylko w zarządzaniu ludźmi ale również w sposobie postrzegania zwierząt. Zwrócenie się w kierunku natury, która staje się nie tylko systemem naszej koegzystencji ale również wartością z której możemy wyciągnąć wiele nauki.

Co sądzicie na temat tej metody szkolenia? 

Więcej na temat szkolenia i metody Horse Assisted Education na naszej stronie (link)

Sama decyzja o świadomym rozwoju, poznawaniu swojego wnętrza, osiąganiu wytyczonych celów nie jest trudna do zrealizowania. Bardzo często decydujemy o różnych sprawach, równie często zdarza nam się zmieniać swoje zdanie (sama tak mam czasami ;). Jednak w przypadku rozwoju osobistego, by rozpocząć ciężką pracę nad sobą i osiągnąć konkretne wyniki, potrzebujemy odpowiedzialności i konsekwencji w swoich działaniach. 

Nie pisze o tym, by założyć sobie sobie niewidzialną smycz i zdyscyplinowanym krokiem iść do przodu. Nie. Liczy się harmonia i chęć podążania w określonym kierunku – chęć i pragnienie a nie przymus.

Temat samorozwoju i samoświadomości stał się modny. I choć nie jestem fanką zjawiska zwanego modą lub trendem, to w tym przypadku bardzo mnie to cieszy! Mam nadzieję, że nie jest to górnolotna tendencja do rozwijania się, która przeminie, niczym sezonowa wystawa ciuchów w sklepach odzieżowych. 
Poszerzanie swojej perspektywy, walka ze słabościami, rozwijanie naszych zdolności i pogłębianie wartości – to wszystko pozwala na uświadomienie sobie jakimi procesami się kierujemy, co pozwala również na lepsze zrozumienie świata wokół. 
I co najważniejsze: rozpoczynając zmianę w sobie, zaczynamy zmieniać nasze otoczenie. 

Czy droga samorozwoju jest łatwa? Przyjemna?

Sama świadomość tego procesu, postępu, przemieszczania się – owszem. Mimo to droga, jaką przechodzisz czasami potrafi być bolesna. Wchodząc w zakamarki swojej osobowości w pewnych kwestiach powinieneś się złamać, podważyć, skrytykować, by lepiej zrozumieć swoje wnętrze. Człowiek czasami boleśnie zderza się z rzeczywistością, gdy zaczyna zapoznawać się ze swoimi słabościami. Poznaje wady, które często odpycha od siebie podświadomie. To powinno zachęcać nas do refleksji i zrozumienia oraz akceptacji tego, że nie jesteśmy idealni i mamy prawo do popełniania błędów. Człowiek, który nie jest perfekcyjny jest człowiekiem wartościowym, gdyż cały czas może się rozwijać. Człowiek idealny, nie ma na to szansy, gdyż osiągnął już wszystko, co miał zrealizować i nic mu więcej w życiu nie pozostaje. Jego życie jest nudne i pozbawione wyzwań a właśnie wyzwania napędzają nas do życia. 

Rozwój osobisty a reakcja otoczenia

Jeśli aktywnie rozwijamy się, prędzej czy później wzbudzimy zainteresowanie naszego otoczenia. Przyjaciele, rodzina, znajomi – wszyscy dostrzegają, że się zmieniamy. Już nie jesteśmy tacy, jak dotychczas. Wiele z nich trzyma się różnego rodzaju przyzwyczajeń. Na przykład tego że kiedyś gorzej organizowaliśmy sobie czas, że mieliśmy mniej priorytetów, mniej celów i chęci do realizowania czegokolwiek. 
Przyzwyczajenia są wygodne, dla nas i dla naszego mózgu, dlatego świadomość tego, że dana osoba się zmienia, może być dla naszego otoczenia czasem frustrująca. Na naszej drodze pojawiają się osoby, które próbują nas hamować, spowalniać, dyscyplinować i przycinać nam skrzydła. To powoduje smutek i zawód. Rzecz jasna, nie każdy będzie utrudniać nam życie :) Osoby mądre, przychylne i otwarte zauważą w tym szczególną wartość, a nawet mogą zostać zainspirowani przez Was do świadomego rozwoju osobistego w wybranym przez siebie kierunku.

Odkąd zaczęłam świadomie rozwijać się, zauważyłam i zrozumiałam znacznie więcej na swój temat, niż mogłam przypuszczać. Musiałam również podjąć stanowcze decyzje i odsunąć od siebie osoby, które tłumią we mnie chęć osiągania moich marzeń, realizowania celów. Zrobiłam to, by móc działać swobodnie, naturalnie z szczęściem tętniącym w sercu.

Świadoma decyzja o swoim życiu

Będąc coachem, buduję w sobie siłę i pewność siebie, która pozwoli mi na swobodną pracę z klientem i jeśli nadarzy się okazja, zainspiruje go do działania. Codziennie pielęgnuje i dbam o swój entuzjazm, który powoli staje się moim naturalnym sposobem funkcjonowania. Z chęcią dzielę się moim entuzjazmem, daje energetyczne i inspiracyjne zastrzyki osobom, które są otwarte i gotowe do współpracy. 
Dlatego pozbądź się cudzych wątpliwości i podejmij decyzje. Świadomą decyzję, odnośnie tego kim chcesz być i co chcesz zrobić ze swoim życiem. Ożyw więź z swoją intuicją i zaufaj jej na nowo. Jeśli czujesz radość w trakcie realizowania swoich planów, działasz pod wpływem flow i chcesz do tego dążyć – zrób to! Niech nie powstrzymują Cię obiekcje i sceptycyzm innych osób.

Zmiana oddziałuje na Ciebie i Twoje otoczenie, jednak to, co dotychczas osiągnąłeś jest tylko i wyłącznie Twoje. Doświadczenie jakie zdobyłeś jest wartością, jakiej nie odbierze Ci nikt, dlatego nie zmarnuj tej szansy i działaj :)


A jeśli nadal nie czujesz się pewnie, nie do końca wiesz, jaką obrać drogę, zapraszam na coaching – będę Cię wspierać w trakcie pasjonującej podróży do rozwiązania  :)
Podczas wizualizacji uaktywniamy wszystkie zmysły. Proste ćwiczenia, jakie zamieściłam poniżej będą wstępem do bardziej zaawansowanej pracy nad wizualizowaniem celu i świadomym wpływaniem na nasze podejście, podczas realizacji swoich marzeń.

Wybierz dogodne miejsce i przygotuj się

Ćwicząc wizualizację potrzebujesz spokoju dla skupienia. Znajdź odpowiednią chwilę i komfortowe miejsce, gdzie możesz się zrelaksować. Wyłącz komórkę, czy telewizor i pozwól sobie na kilka minut odprężenia... 

Niektórzy lubią słuchać muzyki podczas wizualizacji, uzupełniając w ten sposób przestrzeń do pracy. Na sam początek muzyka może być pomocna, jednak w późniejszych etapach warto pracować w ciszy. W milczeniu zaczynasz uważnie skupiać się na swoich myślach, a tym samym dźwiękach, jakie możesz wizualizować.

Źródło: www.shutterstock.com


Pamiętaj: nie musisz się spieszyć. To jest czas dla Ciebie. Pośpiech przyczyni się jedynie do nerwowych przygotowań i nieudanych prób. Wizualizacja to przyjemne zajęcie, zwłaszcza gdy wyobrażamy sobie pozytywne doświadczenia i sytuacje.

Usiądź wygodnie. Pamiętaj o oddechu. Wciągaj powietrze głęboko do płuc i wypuszczaj swobodnie – to dotlenia twój umysł i pozwala na efektywną pracę. Kiedy poczujesz się zrelaksowany/a można śmiało zasiąść do ćwiczeń…

Obrazy, dźwięki i odczucia

Na samym początku praktyki można pracować nad przywołaniem w pamięci zdarzeń z przeszłości: wygląd przedmiotów, miejsc lub osób, które już spotkaliśmy. Jeśli opanujemy możliwość odtwarzania tych obrazów, będziemy w stanie uzupełniać, kreować i kontrolować sytuacje w głowie, które są dla nas nowe, a które pragniemy osiągnąć ;)

Ćwicząc wizualizację rozpoczynałam od obserwowania naszych domowników, a dokładniej jednego z kotów. Przyglądam się mu uważnie, skupiając uwagę na tym, jak się rusza, jak pracują jego mięśnie, jak oddycha. By rozbudować moje doświadczenia zmysłowe pogłaskałam kota i wsłuchałam się jakie dźwięki wydaje.

Źródło: Prywatne zdjęcie


Potem przyszedł czas na wyobrażenie sobie tego zjawiska. Zamykam oczy i przywołuję wspomnienia, związane z zwierzęciem. Odtwarzam w głowie jego ruch w możliwie najdokładniejszy sposób. Przypominałam sobie dźwięki jakie wydawał, a jeśli byłam w stanie, przywołałam do pamięci również dotyk sierści.

Jeśli ćwiczenie z poruszającym się zwierzęciem wydaje Ci się trudne, spróbuj z przedmiotem, na przykład książką lub owocem. Oglądaj owoc dokładnie, skupiając się na szczegółach. Poczuj jaki jest w dotyku. Jaki ma kształt? Czy jest chropowaty, czy gładki? Miękki, czy twardy? Zapamiętaj również jego zapach, a jeśli masz ochotę spróbuj go ugryźć :). Potem odłóż owoc i zamknij oczy, próbując odtworzyć te wszystkie szczegóły w umyśle.
Im dokładniej go zapamiętasz, im więcej szczegółów będziesz w stanie sobie przypomnieć - tym lepiej. Dlaczego? Zapamiętywanie detali pozwoli ci na drobiazgowe odwzorowanie ważnych elementów, związanych z Twoim celem.

Jak często wykonywać ćwiczenia?

Zazwyczaj na początku widzimy tylko obraz, jednak dodając odczucia naszych wyobrażeń nadajemy mu większą siłę w naszym umyśle. Pamiętajcie, trening czyni mistrza. Warto ćwiczyć i nie zrażać się początkową „czarną dziurą” w naszej głowie. Stosując regularne ćwiczenia pobudzające wyobraźnię, które opisałam w tej notce, doskonalimy umiejętności wizualizacji.

Z doświadczenia wiem, że lepiej jest ćwiczyć po 5-10 minut dziennie, niż całą godzinę raz lub dwa razy w tygodniu. Jeśli po pewnym czasie poczujesz, że z łatwością wykonujesz to ćwiczenie, możesz zacząć wizualizować pomieszczenia, ludzi i sytuację, w których chcesz uczestniczyć. Stale podnoś sobie poprzeczkę, a zauważysz jak dużą odczuwasz satysfakcję z udanych prób. Rośnie entuzjazm i determinacja - chcemy działać, realizować plany, które ułożyliśmy sobie w głowie.

Czy to koniec?

Oczywiście, że nie! Wizualizacja, choć brzmi magicznie, nie jest różdżką pełną mocy, która wykona za ciebie wszystkie zdania. Takie ćwiczenia budują nasz stosunek do otaczającej rzeczywistości. Jesteśmy zmotywowani, zaangażowani i chętni do działania. Jeśli poczujesz, że zwizualizowany plan zaczyna nabierać realistycznych szczegółów, zapisz go koniecznie, uzupełniając informacjami, które pomogą Ci w wdrożeniu go w życie. Zobaczysz, że wraz z wykonywaniem kolejnych punktów planu, wizualizacja jaką sobie wyćwiczyłeś będzie się urzeczywistniać.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania lub sugestie, zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach :)

Powodzenia! 

Wyobraź sobie że…


Czym jest wyobrażenie? Jest to zdolność do wywoływania i tworzenia pewnych obrazów w naszej głowie. Wyobraźnia działa swobodnie i nieprzerwanie w trakcie pracy naszego umysłu. Wyobrażamy sobie sytuacje, wspominamy oraz marzymy, tworząc obrazy rzeczywistości, w jakiej chcielibyśmy uczestniczyć lub uniknąć. Część osób myśli intensywniej słowami (werbalnie), część dźwiękami, inni zaś obrazami i ideami (niewerbalnie) - jednak wyobraźnia dotyczy nas wszystkich.

Nasze wyobrażenia na jakiś temat mają mniejszą lub większą intensywność, w zależności od natężenia zmysłów, które mają nierozłączny wpływ na to, co sobie wyobrażamy. Tym silniejsze wyobrażanie, im mocniej nacechujemy je naszymi emocjami, interpretacjami i doświadczeniami.



Co pobudza, wzmacnia i rozwija wyobraźnie?

  • Kreatywne zajęcia, takie jak rysowanie, malowanie, rzeźbienie,
  • Czytanie książek – rzecz jasna, chociaż zaniedbywana przez wielu ludzi ;)
  • Otoczenie w jakim przebywamy (ładne krajobrazy, ciekawe pomieszczenie),
  • Toczenie dyskusji na interesujące lub trudne tematy - to pobudza nasz umysł do pracy,
  • Regularna medytacja, odprężenie, dumanie nad swoimi myślami, swoboda,
  • Poszukiwanie nowych bodźców, otwartość na nowe doznania,

Wyobraźnia jest w pewnym sensie próbą przewidywania, tego, co mogłoby nastąpić, tuż po podjęciu decyzji, którą bierzemy pod uwagę. Rozpatrujemy opcje, rozwiązania, a potem przystępujemy do działania. Niestety, nie zawsze nasze wyobrażenie może przekładać się na rzeczywisty stan rzeczy. Z jednej strony, mimo pozytywnych aspektów, kojarzących się z wyobraźnią, kreujemy nasze wyobrażenia pod wpływem lęków, stereotypów i przeświadczeń. Dla odmiany z drugiej - jest to również imaginacja naszych pragnień.

No właśnie…pragnienia to wola, chęć osiągnięcia czegoś. W tym momencie, powoli zbliżamy się do bardzo wartościowego narzędzia, jakim jest wizualizacja.

Wizualizuj cel!


Choć nazwa dla niektórych może zabrzmieć magicznie, często wykorzystywana jest w różnych dziedzinach zawodowych. Czasem wypowiadana zamiennie z słowem wyobraźnia – „Wyobraź sobie że…” - tak również mógłby brzmieć wstęp do wizualizacji. Do wyobrażenia odnosimy się bardziej naturalnie. Sformułowanie „wyobrażenia” i „marzenia” są używane popularnie w książkach, mediach oraz wypowiedziach ludzi. 

Z wizualizacją jest nieco inaczej. Dla mnie jest to zaawansowana forma wyobraźni, ponieważ w wizualizacji, oprócz naturalnego kreowania obrazów w naszym umyśle pojawia się wola. Czysta chęć decydowania o naszej sytuacji i życiu. Jest to potrzeba osiągnięcia pewnego stanu psychicznego lub zrealizowania celu i zazwyczaj ma ona pozytywny charakter. 

Na samą wizualizację nie składa się tylko obraz. Wizualizując wpływasz na to, jak miałbyś się zachować w danej sytuacji, jaką decyzję podjąć. Wizualizacja to również próba odczucia czegoś innymi zmysłami, takimi jak dotyk, smak, węch czy też słuch. Dzięki temu, kształtujemy nasze nastawienie, wobec różnych okoliczności i czujemy większą motywację, w dążeniu do wytyczonego celu.

Według wielu doniesień wizualizacja pomaga wzbudzić naszą intuicję, drzemiące w nas siły, zasoby oraz instynkt, który pozwala na przyciąganie pozytywnych zdarzeń i sukcesów. Jednocześnie wizualizacja jest narzędziem nie tylko w wielu dziedzin zawodowych, ale również praktyk religijnych i kulturowych.

Decydując się na wizualizację, powinniśmy rozpocząć pracę nad wyobraźnią oraz chęcią przejęcia sterów nad naszym życiem, poprzez kreowanie obrazów, sytuacji i działań, jakie moglibyśmy podjąć.

Dlaczego to jest takie ważne?


Przykładowo: zacznij wizualizować swój sukces zawodowy pod szerokim kątem. Ścieżkę jaką odbyłeś, sytuacje, które były tego dowodem. Wizualizuj obrazy, zacznij stymulować uczucia oraz staraj się odczuć wszystkimi zmysłami, ten moment. Co czujesz? :)

W odpowiedzi najczęściej zaczynamy czuć satysfakcję i szansę na spełnienie naszego celu. Cieszymy się, że go zrealizowaliśmy (póki co w naszym umyśle ;). Tym samym nasze plany oraz sposób dążenia, w kierunku sukcesu, jaki chcemy osiągnąć staje się bardziej zdecydowany oraz nacechowany pozytywnymi emocjami. Jesteśmy otwarci na nowe perspektywy i chcemy podejmować wyzwania, a to owocuje działaniem. Działanie, to ruch do przodu, który przybliża nas jeszcze bardziej do sukcesu.


Mam nadzieję, że ta pierwsza notka wzbudziła waszą ciekawość. W następnej zamieszczę praktyczne metody i wskazówki dla osób, które chciałyby rozpocząć swoją przygodę z wizualizacją.